Raport specjalny - Podróże po Chinach

Mamy powody by używać w tym kontekście nazwy „grupa”. Grupa baz nuklearnych wydaje się być faktem. Powołując się na dane przesłane z satelity KH 22, w prowincji Fujien (Fukien) leżącej na południowym wschodzie Chin, znajduje się ponad 1500 niezidentyfikowanych, przypominających wielkie grzyby, budynków. Są one niezwykle podobne do baz nuklearnych. Nowe satelity szpiegowskie są w stanie spenetrować wysokie obiekty, lecz zawodzą w przypadku...

czytaj więcej czytaj więcej

Przylatując na Tajwan spodziewałem się cudów. Smoków. Parad. Przedstawień. Słowem - igrzysk. Niczego takiego nie zastałem. Za to spędziłem te najważniejsze dla Chińczyków święta tak jak oni. Rodzinnie wręcz.

czytaj więcej czytaj więcej

„Gdyby historia miała zapach, pachniałaby jak to miasto o świcie, kiedy kościoły są puste, a domy gry jeszcze pełne, kiedy żebracy podnoszą się z ławeczek nadmorskiej promenady, a zmarznięte pary oglądają w witrynach lombardów zegarki, złote łańcuszki, wieczne pióra oddane w zestaw i utracone przez graczy. Z wysokości swoich piedestałów kamienni bohaterowie i święci celują mieczami oraz łacińskimi krzyżami w przejaśniające się...

czytaj więcej czytaj więcej

Zhouzhuang najczęściej nazywany jest „Chińska Wenecją”. Ten slogan powielany jest w nieskończoność przez przewodniki, broszury, foldery reklamowe itd. Notabene, dlaczego nie nazywa się miasteczka na przykład Amsterdamem Chin? Ok. ok. cofam to określenie. Faktycznie, swoboda (rozwiązłość) obyczajowa i prawna stolicy Holandii jest obca Chińskiej Republice Ludowej. Tak zwanych Wenecji jest w Państwie środka całe mnóstwo. Wystarczy wymienić Xi...

czytaj więcej czytaj więcej

Jeśli zapytamy chińczyka o to, z czym kojarzy mu się Ningbo, z pewnością odpowie hǎixiān - owoce morza. Miasto słynie ze świeżych, ponoć najlepiej przyrządzanych w całych Chinach krabów, małży, krewetek królewskich, muli, kalmarów, ośmiornic itd. Ningbo leży w prowincji Zhejiang nad morzem południowo chińskim, po drugiej stronie zatoki Hanzhou, naprzeciwko Szanghaju.

czytaj więcej czytaj więcej

Przed przylotem do Hongkongu miejsce to kojarzyło mi się tylko z drapaczami chmur oraz skupiskiem banków i firm o zasięgu międzynarodowym. Jednak już spoglądając przez okno samolotu, uświadomiłam sobie, że to nie tylko jedno z najlepiej rozwiniętych centrów światowego handlu, ale także miejsce pełne malowniczych krajobrazów obejmujących tereny górskie oraz kilkadziesiąt przybrzeżnych wysepek.

czytaj więcej czytaj więcej

Po kilku tygodniach spędzonych w Szanghaju zrozumiałam, dlaczego miasto jest tak atrakcyjne dla wielu obcokrajowców, którzy często zostają tu na dłuższy okres czasu. Z jednej strony metropolia przyciąga swoją chińską egzotyką, jest jednak na tyle kosmopolityczna, by móc się tu bez problemu zaaklimatyzować. Poszczególne dzielnice bardzo się od siebie różnią i często po przejechaniu kilku stacji metra wysiadamy w zupełnie innym świecie.

czytaj więcej czytaj więcej

Był kiedyś taki kawał, z serii o Radiu Erewań. Dzwoni słuchacz i pyta się: „czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody?”. „Tak, to prawda” – odpowiada Radio Erewań – „ z tym, że nie w Moskwie, a w Leningradzie, nie na Placu Czerwonym, lecz na Placu Rewolucji, nie samochody a rowery, i nie rozdają, tylko kradną”. Anegdota pasuje jak ulał do niniejszej historii. Czyngis Chan: najsłynniejszy koczownik świata,...

czytaj więcej czytaj więcej

Qingchen Shan było miejscem magicznym. Położone z jednej z najpiękniejszych – a na pewno najbardziej legendarnych – prowincji Chin: Syczuanie. Szczycące się mianem jednego z miejsc narodzin taoizmu, sławne na całe Państwo Środka jako cel pielgrzymek, opiewane przez malarzy, poetów i kaligrafów, o współczesnych turystach nie wspominając.

czytaj więcej czytaj więcej

Będąc podróżnikiem amatorem, oraz fanem wycieczek krajoznawczych i turystyki kulturalnej wychodzę z założenia, że mieszkając w Chinach powinienem wykorzystać każdą nadarzającą się okazję (czytaj: święta narodowe – i związane z nimi dni wolne od pracy/szkoły) na bliższe lub dalsze wycieczki poza monumentalny „melting pot” Szanghaj.

czytaj więcej czytaj więcej

Do Lijiangu trafiliśmy przypadkowo. Jeszcze w Chengdu plan był następujący: najpierw spływ Jangcy, potem wizyta w Szanghaju. Kiedy jednak doniesienia o powodziach w środkowej części Chin stawały się coraz bardziej niepokojące, postanowiliśmy zmodyfikować naszą trasę i ruszyć na południe.

czytaj więcej czytaj więcej

Jak dobrze spożytkować przeznaczone na Chiny cztery tygodnie? Gdzie pojechać, aby mieć poczucie, że było się wszędzie, że poznało się wiele i uzyskało kwintesencję chińskości, odnalazło tajemnicę tego dziwnego świata? Te pytania zadałam sobie planując podróż przez Chiny, która była jakąś częścią dłuższej podróży, jednak sporą częścią – nie można przecież przejechać przez ten kraj, większy od powierzchni Europy, w kilka...

czytaj więcej czytaj więcej

Do kraju czerwonych lampionów, ryżu, klusek i neonów przybyłam po kilku tygodniach spędzonych najpierw w Rosji, a potem w Mongolii. Z Ułan Batoru wsiadłam do pociągu jadącego do granicy, aby znaleźć się w pierwszym na mojej drodze chińskim miasteczku – Erlian. Tu trzeba tylko było złapać busa lub autobus do Pekinu.

czytaj więcej czytaj więcej